Studium przypadku: kiwaczki
- Vilien

- 5 mar 2025
- 6 minut(y) czytania
W pierwszej połowie zeszłego roku chorzowskie schronisko poszukiwało na cito domu tymczasowego dla piątki kociąt, których mama zmarła już w schronisku z nieznanej przyczyny. To, czego się dowiedziałam, to że była osłabiona, testy wychodziły negatywne, a ona w tydzień kompletnie straciła zdrowie. Niedobory? Nie wiedziałam. W schronisku też od razu powiedziano mi, że skoro matka umarła, maluchy mogą mieć to samo i też wszystkie odejść.
Kocięta miały około dwa tygodnie. Przywieźliśmy je do domu wieczorem, próbowałam je nakarmić - żaden z nich nie bardzo chciał jeść. Tłumaczyłam sobie - ok, nowe zapachy, duży stres, w schronisku dopiero co je karmiono, wrócę za półtorej godziny.
Wróciłam, a jeden z nich, mimo że wcześniej porównywalnie aktywny do rodzeństwa, już przelewał się przez ręce i oddychał agonalnie. Nic nie pomogła glukoza, odrobina soli fizjologicznej, pobudzanie masażem - mały już odchodził nam na rękach, miał coraz rzadsze oddechy. Wiedzieliśmy, że już nie zdążymy do kliniki.
Pozwoliliśmy małemu odejść w cieple, będąc głaskanym, w ciszy i spokoju.
Do dzisiaj mam do siebie żal, że nie zajrzałam do kociąt wcześniej.
Całą noc spałam koło kojca i co 2 godziny próbowałam maluchy karmić. Powoli, powoli towarzystwo zaczynało trochę memlać smoczek i po jednym mililitrze przyjmować pokarm. Następnego dnia Tomek odwiózł ciałko malucha do schroniska, jeśli zdecydowałoby się robić sekcję. Jeśli dobrze pamiętam, sekcji nie było, bo ta matczyna nic nie wykazała.
Została nam czwórka. Nazwaliśmy je Enter, Alt, Kropka i Tylda. 2 chłopaków rudo-białych, 2 dziewczynki - biała z czarną kropką na głowie i ogonem i cała czarna. Przypuszczam, że pochodziły z różnych ojców. Sporo problemów przysparzały w karmieniu na początku, szczególnie Alt. W którymś momencie nosiłam go "w kieszeni" (mam taką bluzę kangurkę z futrzaną kieszenią na koty) i próbowałam karmić co 15 minut, żeby w ogóle coś w niego wcisnąć. Na szczęście, stopniowo towarzystwo się rozkręcało i coraz bardziej ufało ludzkiej ręce.

Nadszedł przełom 3 i 4 tygodnia i kluski powinny były już nieporadnie chodzić. Wcześniej normalnym było, że pełzają - nie mają jeszcze wystarczającej siły mięśniowej w kończynach by się na nich utrzymać. Enter zaczął ładnie paradować na nogach, reszta - nie bardzo. Po jednym-dwóch krokach przewracały się na bok niecelowo, sfrustrowane. Przypomniało mi te wszystkie internetowe filmy "wobbly kitties" z kotami chodzącymi jak pijane po domu.
Poprosiłam o umówienie konsultacji weterynaryjnej. Na miejscu lekarz weterynarii stwierdziła, że jeśli nie są to braki witaminowe (za koordynację odpowiadają między innymi witaminy z grupy B) i nie toksoplazmoza (stan małych stopniowo by się pogarszał), jest to właśnie hipoplazja móżdżku.
Skąd się to tym kociętom przypałętało?
Hipoplazja móżdżku, czyli niedorozwinięcie części tyłomózgowia odpowiadającego między innymi za koordynowanie ruchów i równowagę u zwierząt i ludzi, rozwija się, albo dokładniej - właśnie się nie rozwija i powoduje znacznie zmniejszoną objętość organu. Pojawia się w rozwoju płodowym, w łonie matki. U kotów ta wada, powodująca zahamowanie rozwoju móżdżku na wczesnym etapie występuje w wyniku zatrucia matki toksynami, niedożywienia matki, a najczęściej - zakażenia matki wirusem panleukopenii kotów. Przypuszczam, że tak było w tym przypadku, albo że było to skrajne niedożywienie kotki zgarniętej z ulicy.
Hipoplazja powoduje szereg objawów neurologicznych o różnym nasileniu w zależności od wielkości wady:
Ataksja: niezborność ruchów, trudności z chodzeniem i utrzymaniem równowagi;
Drżenie: drżenie głowy i/lub całego ciała, szczególnie podczas próby wykonania precyzyjnych ruchów. Charakterystyczne są tzw. drżenia zamiarowe, co widać szczególnie kiedy kot chce skoczyć na zabawkę, a jego głowa zaczyna się trząść;
Trudności z koordynacją: problemy z oceną odległości i siły, co może prowadzić do niezdarności i upadków; może to dawać wrażenie, że tył kota nie wie, co robi przód, w wyniku czego kot może wybić się do skoku, ale zrobić fikołka;
Nystagmus: mimowolne ruchy gałek ocznych; możesz doświadczyć czegoś podobnego, kiedy za bardzo zakręcisz się na fotelu biurowym i próbujesz skupić na czymś wzrok;
Opóźniony rozwój: Kocięta z hipoplazją móżdżku mogą rozwijać się wolniej niż zdrowe kocięta. Będą chudsze, mniejsze, będą robiły wrażenie młodszych niż faktycznie są.

Warto pamiętać, że sama hipoplazja móżdżku nie jest postępująca. Stan zwierzęcia nie będzie się pogarszał, może się polepszyć przez fizjoterapię i nauczenie się kompensacji objawów. Koty-kiwaczki dożywają takiego samego wieku jak koty zdrowe. Podobną chorobą o przebiegu postępującym aż do kompletnego obumarcia komórek móżdżku jest abiotrofia móżdżkowa.
Wczytując się w strony traktujące o hipoplazji (zwanej też wobbly cat syndrome, w PL - koty-kiwaczki) i siedząc przez chwilę na grupach facebookowych zrzeszających osoby opiekujące się takimi kotami, zauważyłam, że nasilenie objawów dzieli się na 3 poziomy:
Łagodna hipoplazja:
Kocięta z łagodną formą hipoplazji mogą mieć niewielkie problemy z koordynacją ruchową, takie jak lekkie drżenie głowy lub trudności z utrzymaniem równowagi podczas chodzenia.
Objawy te mogą być widoczne tylko w sytuacjach stresowych lub podczas wykonywania precyzyjnych ruchów.
W większości przypadków kocięta te mogą prowadzić normalne życie, chociaż mogą być nieco bardziej niezdarne niż zdrowe koty.
Umiarkowana hipoplazja:
Kocięta z umiarkowaną hipoplazją mają wyraźniejsze problemy z koordynacją ruchową i równowagą.
Mogą mieć trudności z chodzeniem po prostej linii, często się potykają i przewracają.
Drżenie głowy może być bardziej intensywne i występować częściej.
Kocięta te mogą potrzebować więcej czasu i cierpliwości, aby nauczyć się wykonywać codzienne czynności, takie jak jedzenie czy korzystanie z kuwety.
Ciężka hipoplazja:
Kocięta z ciężką hipoplazją mają bardzo poważne problemy z koordynacją ruchową i równowagą.
Mogą mieć trudności z samodzielnym poruszaniem się i wymagać pomocy w codziennych czynnościach.
Drżenie głowy może być bardzo silne i występować niemal cały czas.
W niektórych przypadkach kocięta te mogą być niezdolne do samodzielnego chodzenia i wymagać specjalnej opieki.
Poziomy hipoplazji, tak jak w moim przypadku było, mogą różnić się pomiędzy kociętami z tego samego miotu. Mam wrażenie, że Alt, Kropka i Tylda były gdzieś pomiędzy poziomem umiarkowanym a ciężkim. Poruszały się przekładając z boku na bok, trudno korzystało im się ze zwykłej kuwety, miały problemy z jedzeniem z miski. Koty to jednak bestie bystre, hipoplazja nie powoduje uszkodzeń innych elementów układu nerwowego i stopniowo rodzeństwo zaczęło kompensować swoje problemy motoryczne w naprawdę sprytne metody:
poruszanie się po pokoju z podpieraniem się o coś - kocie tunele to był raj do zabawy, bo zawsze się jest jak chwycić i jest miękko
jedzenie - na leżąco, z łapkami szeroko, żeby się nie turlać lub zapierając się o rodzeństwo
kuweta - do korzystania przy ściance, żeby się zaprzeć o coś podczas załatwiania spraw.
Początki były ciężkie, czasem trzeba było towarzystwu pewne rzeczy pokazywać, upraszczać. Nieoceniona była pomoc grup na facebooku i pomysłowość właścicieli kiwaczków. Sama skorzystałam ze... stojaczka na kocię, model wydrukowałam na drukarce 3D i przy karmieniach sadzałam maluchy, jeśli nie ogarniały, że trzeba się jakoś ustabilizować:

Używałam też talerzyków z niskim rantem lub nachylonych w stojaku płytkich misek do karmienia, by było wygodnie sięgać po mięsko.
Poza tym opiekunowie kotów kiwaczków stosują kuwety przechodnie z prętami wewnątrz do podpierania się (takie jakby szyny), korytka do karmienia, łóżeczka turystyczne dla niemowląt jako kojce dla przypadków ciężkich. Zadbane są też narożniki i twarde powierzchnie, by w razie wywrotki nie przyłożyć za mocno kocią głową w twarde.
Wracając do naszych podopiecznych - gromadka całkiem sprawnie przełączyła się na pokarm stały (poza Altem, grymasił strasznie ale w końcu się przekonał), brudząc się jeszcze bardziej niż zdrowe kocięta i zmuszając nas do częstych kąpieli maluchów. Potem sprawy przyspieszyły znacznie, ze względu na moją sytuację osobistą - niestety nadszedł dla mnie niespodziewanie moment, kiedy nie mogłam się nimi zajmować.
Enter znalazł szybko dom i dziś jest dostojnym Hermesem (serio, kawał kocura wyrósł), natomiast kiwaczki trafiły do innego domu tymczasowego. Tam domek znalazł najpierw Alt, a potem pod jeden dach trafiły Kropeczka i Tylda.
Pozostaje mi tu tylko wyrazić ogromny podziw dla domów stałych przyjmujących kiwaczki - mimo ich pewnej niepełnosprawności dostrzegliście tę ich ogromną miłość do człowieka i tak naprawdę pogodę ducha, jaką emanują wbrew okolicznościom na jakie w swoim życiu trafiły.
Dla osób rozważających opiekę nad kiwaczkiem - tu się powtórzę - choroba nie postępuje i jej wystąpienie nie wpływa na długość życia. Koty z hipoplazją są radosne, bawią się, mruczą i zazwyczaj bardzo lubią być przez człowieka noszone. Trzeba oczywiście dostosować nieco dom pod ich przypadłość - dać tunele, unikać twardych powierzchni, zmiękczyć kanty mebli, stosować nieco inne miski i kuwety - ale poza tym kiwaczek to kot jak każdy inny, tylko trochę równowagi mu brakło.
PS: siodełko do karmienia kiwaczkowych kociąt - plik dostępny na: https://www.thingiverse.com/thing:6602983 Jeśli potrzebujesz wydruku - daj mi znać.

